"Nic nie zastąpi wytrwałości. Nie zastąpi jej talent. Nic nie jest bardziej powszechne niż ludzie ze zmarnowanym talentem. Nie zastąpi jej geniusz. Niespełniony geniusz to dziś niemal przysłowie. Nie zastąpi jej wykształcenie. Świat pełen jest wykształconych rozbitków. Wytrwałość i determinacja - oto prawdziwa potęga!" - Israel Regardie
Od początku roku złoto podrożało o ok. 20 % co w opinii niektórych jest przesłanką za złamaniem kilkuletniej bessy na tym metalu i rozpoczęciu nowego rynku byka.
W ostatnich dniach mogliśmy zapoznać się z danymi dotyczącymi zaangażowania dużych spekulantów na rynku złota - wartość ich pozycji długiej netto urosła do poziomu 152 413 kontraktów co w przeszłości sygnalizowało lokalne wykupienie rynku.
W najbliższy czwartek 10 marca EBC ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych i wygłosi komunikat dot. ewentualnego dalszego luzowania polityki pieniężnej. Ta decyzja, uwzględniona już w cenach złota, w połączeniu z dużą ekspozycją netto spekulantów może być dobrym momentem na zamykanie pozycji długich w myśl zasady 'kupuj plotki sprzedawaj fakty'.
Pierwszy raz naukowcy zaobserwowali fale grawitacyjne — zmarszczki czasoprzestrzeni przewidziane przez Einsteina 100 lat temu. Te fale pochodziły ze zderzenia czarnych dziur.
- Szanowni państwo, zaobserwowaliśmy fale grawitacyjne. Tak jest, zrobiliśmy to! — rozpoczął specjalną konferencję prasową w Waszyngtonie prof. David Reitze, fizyk z Uniwersytetu Florydy, rzecznik eksperymentu LIGO, którego celem było właśnie wykrycie „zmarszczek". Nie owijał w bawełnę, bo niepotwierdzone informacje o wielkim, sensacyjnym odkryciu krążyły już od kilku dni.
Zaobserwowane 14 września o godz. 10.51 rano fale pochodziły ze zderzenia czarnych dziur oddalonych miliard lat świetlnych od Ziemi. Dwa niezwykle gęste obiekty okrążały się wzajemnie, zbliżając po spirali. Wreszcie czarne dziury, każda o masie co najmniej 30 razy większej niż nasze Słońce, wpadły na siebie wyzwalając zniekształcenia czasoprzestrzeni.
Dla naukowców z międzynarodowego zespołu astrofizyków eksperymentalne potwierdzenie teorii to „nowa era w astronomii", przełom w obserwacjach kosmosu i badaniu grawitacji. Fale umożliwia prowadzenie obserwacji najdalszych — i najwcześniejszych — obiektów we Wszechświecie. Z czasów tuż po Wielkim Wybuchu.
Fale zostały zarejestrowane przez gigantyczne detektory laserowe (LIGO — Laser Interferometer Gravitational Wave Observatory) znajdujące się w USA — w Luizjanie i stanie Waszyngton. Potwierdzenie, że nietypowy sygnał to rzeczywiście poszukiwane od lat fale zajęło naukowcom kilka miesięcy. Problem polegał na zmierzeniu odkształceń promieni lasera o długości 4 km. Wymagana precyzja — podkreślali naukowcy — była ogromna. Odchylenie wiązki było 10 tys. razy mniejsze niż proton — to odchylenie to właśnie ślad przejścia fali grawitacyjnej.
- To co zobaczyliśmy fantastycznie pokrywa się z teoretycznymi wyliczeniami Alberta Einsteina — ekscytował się prof. Karsten Danzmann z Instytutu Maksa Plancka Fizyki Grawitacji, europejski szef zespołu poszukiwaczy fal grawitacyjnych. — Wyglądało zbyt pięknie, aby być prawdziwe.
Dokładne informacje o wynikach eksperymentu dopiero ukażą się w „Physical Review Letters". Jednak już teraz wiadomo, że dla fizyków i astrofizyków te wyniki są sensacją. — To najważniejsza rzecz w fizyce od chwili potwierdzenia istnienia bozonu Higgsa — mówi prof. Danzmann. — To odkrycie tej miary, co określenie struktury DNA. Jest to materiał na Nagrodę Nobla, nie ma co do tego wątpliwości.
Po zarejestrowaniu fal, naukowcy przekonwertowali je na fale dźwiękowe. — Naprawdę mogliśmy usłyszeć, jak uderzają w środku nocy — mówił fizyk z MIT Matthew Evans podczas konferencji w Waszyngtonie. — Każdy sygnał docierający do Ziemi puszczaliśmy przez głośniki i słuchaliśmy jak czarna dziura robi bum.
Zachęcam do obejrzenia wideo opisującego całe zjawisko:
W ubiegłotygodniowym raporcie AAII (link) dotyczącym nastrojów amerykańskich inwestorów pojawiły się bardzo ciekawe liczby. Procentowa ilość byków zmalała do poziomu 17.90% czyli najniższego od 2005 roku. Tak niska wartość może stanowić przesłankę za formowaniem się lokalnego dołka (w myśl strategii kontrariańskiej, która polega na robieniu dokładnie przeciwności tego, co większość rynku). 14 kwietnia 2005 roku udział byków w raporcie AAII wyniósł skrajnie niski poziom 16,5% co zaznaczyłem na poniższym wykresie:
Choć styczeń na rynkach akcji wygląda póki co źle nie jest to miesiąc, w trakcie którego widywaliśmy krachy giełdowe. Bo dalszą podróż indeksów na południe w tym tempie można by już zacząć interpretować jako krach.
Rynkom amerykańskim należy się korekta; wskaźnik odchylenia SP500 od średniej dwustu-sesyjnej jest w okolicach -200 punktów, co w przeszłości często stanowiło poziom obronny. Wykres w ostatnich miesiącach przypomina sytuację z 2007 roku - będącą wstępem do krachu z 2008 roku.
Jeżeli spojrzymy na SP500 w szerszym ujęciu to zaczyna on wyglądać niepokojąco. Niewykluczone, że obserwujemy właśnie pierwszy poważny ruch po zmianie długoterminowego, bo trwającego 6 lat, trendu wzrostowego. Rok 2015 był w zasadzie jedną wielką konsolidacją, za którą kryć się może odsprzedaż przewartościowanych akcji przez smart money.
W bardzo ciekawym miejscu znalazło się złoto. Po trwającym kilka tygodni trendzie wzrostowym z poziomu 1130$ do 1300$ ten metal szlachetny zaliczył dynamiczną korektę do zniesienia 61,8% (1200$).
Po wybiciu poziomu 1180$ za uncję w październiku ubiegłego roku wychodziłem z założenia, że czeka nas mocna przecena będąca realizacją wielomiesięcznej konsolidacji, która sprowadzi ceny w okolice okrągłego 1000$ za uncję. Choć początkowo wszystko na to wskazywało złoto wykazało się dużą siłą i pomimo mocnego trendu spadkowego EURUSD (czyli umacniającego się dolara), a także taniejącej w oczach ropy naftowej, zostało przecenione zaledwie o 50$ do poziomu 1130$. Przez kilka kolejnych tygodni mogliśmy obserwować dynamiczne ruchy w dwóch kierunkach połączone z wysokim wolumenem (klasyczne przetasowanie). Ten wysoki wolumen, połączony z wybiciem konsolidacji, może moim zdaniem świadczyć o aktywności smart money i podbieraniu złota w sytuacji gdy większość spodziewała się dalszych spadków. Niewykluczone zatem, że mieliśmy do czynienia ze średnioterminowym dołkiem.
Idąc dalej tym tropem opisywany ruch wzrostowy 1130$-1300$ moglibyśmy uznać za falę pierwszą w nowym impulsie wzrostowym – taki scenariusz sugerują także aktualne proporcje fal. Obecny poziom jest zatem niezłym miejscem do rozpoczęcia kolejnej fali wzrostowej.
Szeroki indeks amerykański SP500 znajduje się od kilku tygodni w konsolidacji. Wczorajszy kilkunasto-punktowy wzrost może stanowić przesłankę o dalszym kierunku. Jeżeli spojrzymy na wykres pod kątem AT dostrzeżemy formację odwróconej głowy z ramionami opartej na średnich 100 i 200 sesyjnych. Ewentualna realizacja tej formacji powinna rozpocząć wędrówkę SP500 w kierunku poziomu 2140 punktów.
Dziś byliśmy świadkami bardzo ciekawej sesji na parkietach europejskich. Będący od kilku tygodni w trendzie wzrostowym niemiecki DAX wybił szczyty z lipca b.r., jednakże w wyniku reakcji na słowa Mario Draghiego powrócił poniżej poziomu 10 000 punktów zamykając się ostatecznie na 9 850 pkt. W rezultacie otrzymaliśmy bardzo ciekawą, dzienną świecę kierunkową. Niewątpliwie byki mogły dać się dzisiaj złapać w pułapkę (wykres).
S&P500 natomiast konsoliduje się pod poziomami wskazanymi w poprzedniej notce. Być może obserwujemy kształtowanie się lokalnego szczytu, po którym przyjdzie realizacja zysków będąca następstwem silnego ruchu wzrostowego zapoczątkowanego w połowie października. Powstaje pytanie czy wyprzedaż rozpocznie się przed końcem roku. W mojej ocenie realnie brzmi scenariusz, w którym grudzień 2014 zapisze się jako neutralny miesiąc z małą zmiennością i budową formacji szczytowej (być może będzie to dach mansardowy jak sugeruje Marek z Technika Ichimoku). W tym założeniu dopiero styczeń mógłby przynieść większą korektę.
Mając na uwadze siłę amerykańskich indeksów zdecydowanie lepiej (pod kątem ewentualnych shortów w niedalekiej przyszłości) wyglądają indeksy europejskie - takie jak wspomniany DAX, francuski CAC40 czy brytyjski FTSE. Ich kondycja w ostatnim okresie była zdecydowanie słabsza od kolegów zza oceanu więc jeśli doszłoby do korekty to powinna być ona na nich głębsza.
Rok 2014 zapisze się jako okres bardzo niskiej średniej zmienności VIX. Ostatni raz tak małą zmienność indeksu strachu obserwowaliśmy w 2006 roku. Te dane sugerują, że hossa za oceanem powoli dojrzewa...
Listopad rozpoczął najmocniejszy sezonowo okres dla Wall Street zgodnie z cyklem prezydenckim, o czym pisałem w sierpniu b.r. w notce Symulacja S&P500 w oparciu o cykl prezydencki. Indeks S&P500 jest natomiast w 36 miesiącu bez 10% korekty - październikowa wyprzedaż zniosła 'tylko' 9,2% wartości indeksu. Charakter tej korekty daje jednak do myślenia - nie tylko pokonana została średnia 120 sesyjna, która od 2 lat skutecznie broniła przed większą wyprzedażą, lecz także średnia 200 sesyjna, która została złamana jak zapałka a indeks w pewnym momencie znajdował się 80 punktów (4,2%) pod nią. Moim zdaniem to turbulencja, która stanowi sygnał ostrzegawczy a na horyzoncie można zacząć wyczekiwać zmiany charakteru rynku.
Rajdy S&P500 bez 10% korekty - aktualny trwa już 36 miesięcy
W październiku zamieściłem projekcje poziomów S&P500 na koniec roku w oparciu o przeszłe zachowania ostatniego kwartału drugiego roku cyklu prezydenckiego:
pesymistyczną, opartą o najniższą historyczną stopę zwrotu, co daje poziom 1827 punktów dla SP500 na koniec 2014 roku;
neutralną, opartą o średnią historyczną stopę zwrotu, co daje poziom 2106 punktów dla SP500 na koniec 2014 roku;
optymistyczną, opartą o najwyższą historyczną stopę zwrotu, co daje poziom 2357 punktów dla SP500 na koniec 2014 roku.
Uśredniona ścieżka wskazuje na poziom 2106 punktów, który na dzień dzisiejszy wydaje się być dużo bardziej realny niż chociażby miesiąc temu. Dla przypomnienia uśrednione zwroty z miesięcy październik-listopad-grudzień:
Dzienna świeca doji S&P500 z dnia 16 października, poparta bardzo wysokim wolumenem, stanowiła świetny moment na wejście w pozycje długie, który udało mi się wykorzystać. Późniejszy, blisko 200-puntkowy rajd, był potwierdzeniem opisywanej siły wynikającej z sezonowości i informacją od byków, że to oni wciąż dominują na parkiecie.
W ostatnich dniach zmienność na S&P500 wyraźnie zmalała a indeks znajduje się na poziomie 2040 punktów. Interesującym miejscem jest poziom 2077 punktów, który stanowi zniesienie zewnętrzne 1,272 (poziom Fibonacciego) październikowej korekty. Indeks w ostatnich kwartałach często formował na takim zniesieniu szczyty - szczególnie po mocniejszy rajdach. Trzeba mieć jednak na uwadze fakt, że najnowszy raport dotyczący wskaźnika sentymentu na Wall Street publikowany przez AAII pokazuje, że procent byków jest najwyższy od grudnia 2010 roku i wynosi 57,9%.
Treści przedstawione na tym blogu są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie artykułów, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie udostępnianych treści.